21 marca 2016

Moje miasta.


Każdy z nas ma miasta, czy miasteczka, które uwielbia. Często są to te rodzinne miejscowości, miejsca studiów albo miasta, w których spędziło się jakiś fragment swojego życia i lubimy je trochę z przywiązania, trochę przez wspomnienia, a trochę za to, jakie są...


Gdańsk lubię. Chyba głównie dlatego, że tam bywam. To nie są dłuższe wizyty, przy których mógłbym nasiąknąć miastem, a jedynie odwiedziny miasta na dzień lub trzy. Wtedy spacery Długim Targiem są za krótkie, bo jeszcze nie przywyknąłem do tych ulic i mi się ani trochę nie chcą dłużyć. Lubię Gdańsk też za bursztyn na wystawach na Mariackiej i plażę w Brzeźnie. Albo za to, że idąc Długim Pobrzeżem co kilka kroków stajemy się elementem drugiego planu na dziesiątkach zdjęć...


Warszawę uwielbiam odwiedzać, bywać, zwiedzać. Nawet wyjeżdżać lubię, bo znowu będę mógł przyjechać i nacieszyć się widokiem Wisły i Narodowego stojąc przy murku nad Grodzką. Albo znów pomylić kierunki i pójść na 3 godzinny spacer w stronę Woli zamiast Starego Miasta. Postać w środku nocy na moście Poniatowskiego i patrzeć na wodę w Wiśle, którą dogoni się przy następnej wizycie w Gdańsku. Zachwycać się Pałacem Kultury i Nauki, kiedy wszyscy obok narzekają, jaki to kicz... Ewentualnie przejechać się linią 180 i posłuchać miksu kulturowego w godzinach szczytu. Wtedy na stu pasażerów przypada sto dziesięć opinii...

Poznań poznaję mniej intensywnie, ale zdecydowanie dłużej. I lubię te nocne wypady na Morasko albo do Parku Marcinkowskiego. I poranne niepewne kroki Wrocławską na ostatnią 201... Jakiś zawsze trwający remont i informację trasa zmieniona na autobusach oaz tramwajach, tak częstą, że już normalną. I tych grajków na Półwiejskiej w słoneczne dni, młodego mormona, który zagaduje mnie już po raz piąty, ale tak wielu ludzi zaczepia, że nawet tego nie zauważa...